Generalnie lubię pisać i notować – pewnie z czasem opowiem Wam o tym więcej – oczywiście w formie kolejnych wpisów. Ogólnie jednak rzecz ujmując, pisanie jest dla mnie formą systematyzowania wiedzy, a także sposobem na zwięzłe przemyślenie tematów – bo w głowie, to mam tendencję do rozwlekania wszystkiego. Jak wszyscy także wiemy ze szkoły – pisanie to dobry sposób na utrwalenie czegoś – zarówno w naszej pamięci poprzez samą czynność pisania, jak i poprzez późniejszy powrotu do jakiś treści (w postaci utworzonych notatek).
Ale starczy już tego ogólnikowego gadania, przejdźmy do konkretów. Jak ja podchodzę do tematu pisania dziennika? Gdzie to robię i dlaczego akurat tam? Po co to robię i w jaki sposób prowadzę swój dziennik? Co mi to dało i czy to w ogóle ma sens? No to po kolei.
Gdzie?
Jak już wspominałem (i to w sumie niejednokrotnie) na moim blog’u – jestem zdecydowanym fanem rozwiązań cyfrowych. Nie mogło więc być inaczej i w tym przypadku – także swój dziennik prowadzę w programie Everlog.
Oczywiście jak to ze mną bywa, przetestowałem wiele innych rozwiązań, a także kusi mnie nieco korzystanie z natywnego rozwiązania do Apple’a. Jednak na ten moment, jest to moja jedyna aplikacja i jestem z niej bardzo zadowolony. Nie chcę tutaj rozpisywać się za dużo o samym programie – na to poświęcę oddzielny wpis dla poszukujących programu dla siebie, w którym podam więcej szczegółów o samej aplikacji i dlaczego odrzuciłem konkurencję.
Jednak poza tym, że po prostu wolę rozwiązania cyfrowe, to istnieje także inny argument za takim podejściem – zresztą moja preferencja do rozwiązań cyfrowych wynika w dużej mierze właśnie z tego powodu – chodzi tutaj o podręczność tego rozwiązania. Telefon mamy zawsze przy sobie, łatwo w nim coś szybko zapisać, a synchronizacja pozwala nam potem w prosty sposób zredagować to na innym urządzeniu.
Po co?
No dobra, to skoro już wiemy gdzie, to teraz odpowiedzmy sobie po co. Część kwestii poruszyłem już na samym wstępie – w dużej mierze chodzi o systematyzację myśli i sprawne przeanalizowanie dnia – pozwala to spojrzeć z boku na problemy oraz łatwo docenić te dobre chwile.
Druga sprawa – nie mniej istotna – to wspomnienia. Po pierwsze jakieś fajne momenty codziennego dnia łatwo ulatują z pamięci, a fajnie móc do nich wrócić i o nich pamiętać. Normalnie większość z nich byśmy zapomnieli, a dokumentując je, łatwo możemy do nich wrócić – na przykład dzięki opcji „tego dnia”, dostępnej w niektórych aplikacjach, które podpowiadają nam wpisy z tego samego dnia w ubiegłych latach.
Systematyczne prowadzenie dziennika skłania też do większej uważności oraz robienia większej ilości zdjęć – w ten sposób niejednoktornie łatwiej jest utrwalić jakieś wspomnienie. Dodatkowo forma opisowa może być wtedy krótsza, co sprawia, że prowadzenie dziennika staje się prostsze i szybsze.
Jak?
Okej, wiemy gdzie i po co. Załóżmy, że chcesz zacząć, ale zastanawiasz się jak się do tego zabrać. No to poniżej mam dla Ciebie garść wskazówek, które uzbierałem sobie od początku prowadzenia dziennika.
Na pierwsze wpisy wystarczy jedno zdanie – to dzień, w którym stało się coś tam. Warto zacząć od czegoś tak prostego i szybkiego, żeby najpierw wyrobić sobie nawyk. Nie chcemy od razu zniechęcić się poprzez natłok pracy. Jeżeli dziennik to coś dla Ciebie, to z czasem samodzielnie wyrobisz sobie flow pracy i znajdziesz swój optymalny sposób na codzienne wpisy, a także odnajdziesz te aspekty danego dnia, które chcesz opisać. Kiedy już tych tematów pojawi się więcej, warto zmienić wpis na punkty, które fajnie jest dodawać w miarę na bieżąco, żeby te momenty nam nie uciekły. Ja lubię też nadać moim notatkom tytuł, który jakoś w jednym słowem (lub czy maksymalnie kilku słowach) podsumuje główny temat danego dnia.
Aktualnie staram się wydarzenia całego dnia spisać w jednej notatce. Pozwala to na bieżąco śledzić, czy nasz wpis nie jest za długi. Dlaczego to ważne? Bo kiedy już pojawiają nam się wpisy z poprzednich lat, to łatwiej przyswoić sobie niezbyt długie podsumowanie dnia z zeszłego roku, niż czytać kilka długich notatek. Wiem, bo popełniłem ten błąd na początku swojej przygody.
Wszystkie wpisy staram się utrzymać w trybie przeszłym, dokonanym. I tu ponownie mowię z doświadczenia – rok później nie za bardzo nas obchodzi, że plan dnia zmienił się 3 razy, generalnie chodzi o raczej zwięzłe podsumowanie dnia i ewentualnie wynikających z niego lekcji.
Osobiście bardzo cenię sobie tagi. Kiedy w danym wpisie poruszam różne tematy i przemyślenia, to korzystam z tagów, by w razie chęci / potrzeby, móc łatwo przejrzeć wpisy związane z danym zagadnieniem.
Ciężko jednoznacznie stwierdzić ile czasu poświęcam na dziennik w ciągu jednego dnia – dużo zależy od samego dnia. Czasami spędzam na tym zadaniu godzinę, a czasami staram się zamknąć maksymalnie w pięciu minutach. Nic na siłę – ważniejsza jest tutaj systematyczność i nie obrzydzenie sobie tego zadania. W zależności od poświęconego czasu, powstaje również różna ilość treści – i to w rożnej formie – czasem krótkie podpunkty, czy zdawkowe zdania, a czasem bogatsze, acz nadal zwięzłe opisy.
Staram się w ciągu dnia spisywać jakieś wydarzenia na bieżąco, a z rana podczas robienia kawy, czy śniadania – zrobić sobie szablon na dany dzień, zgrubnie opisując to co mam dzisiaj w planach – w takiej formie, jakby już się to wydarzyło. Czasem – kiedy plan kolejnego dnia jest już raczej znany – taki szablon przygotowuje sobie w luźniejszej chwili dnia poprzedniego. Wieczorem przeglądam wpis i go redaguję – tutaj najważniejsza jest wena i to na tym etapie na ogół zapada decyzja, jaką notatka będzie miała finalnie formę danego dnia. Dziennik według moich założeń powinien być szybki i prosty w prowadzeniu. Informacje, które tam dodajemy często mogą wynikać z jakiegoś zdarzenia / trwającej chwili, więc dobrze traktować go jak miejsce na szybkie zapiski i wnioski, które potem można przejrzeć.
Co?
No dobra, ostatnia kwestia. Wiemy gdzie, po co i jak, ale co tam tak na prawdę powinno tam trafić? Jak pewnie się domyślacie, przez czas prowadzenia dziennika i w tym obszarze wykształciłem sobie pewne zasady.
Dziennik to według mnie miejsce na Twoje przemyślenia związane z Tobą i z Twoim przeżyciem danego dnia. Bardziej chodzi tu o spisanie faktów, wydarzeń, a także podsumowanie ich oraz wyciągnięcie z nich wniosków, zamiast skupiania się na emocjach. To znaczy częściowo można poświęcić uwagę tym emocjom, ale na zasadzie doprowadzenia nas do czegoś. Na przykład praca spowodowała gorszy humor czy przytłoczenie, co skierowało nasze myśli ku zmianie pracy / nastawienia do pracy i wniosek jest taki, czy inny. Nie opisuję tu jednak kłótni z kimś, użytych przez strony argumentów i frustracji z tego wynikającej.
Dziennik piszemy do siebie z przyszłości – pamiętajmy o tym. Skupmy się na pozytywach i wnioskach. Unikajmy opisywania negatywnych emocji, czy nerwów. Dziennik to narzędzie, które ma nam pomóc w samorozwoju oraz być fajną pamiątką minionych dni, a nie być wspomnieniem konkretnych emocji – szczególnie tych negatywnych. Jak za rok wrócimy do jakiegoś wydarzenia, to nie chcemy czytać o naszych frustracjach, tylko przypomnieć sobie mniej więcej, co się wydarzyło. Raczej wolimy pamiętać fajne, albo przynoszące jakieś wnioski fakty – więc takie rzeczy starajmy się spisywać. Z perspektywy czasu też nie warto narzucać sobie co czuć i myśleć. W przypadku czytania starych wpisów – dla nas samych, tylko o kilka lat starszych – konkretne wydarzenie może być zupełnie inną lekcją i wnioskiem.
Od jakiegoś czasu (po trafieniu na informację o dzienniku studniowym) prowadzę też dziennik trójdzielny. Zasada jest taka sama jak w studniowym, tylko zakres czasowy to 1/3 roku, zamiast 100 dni. Spisuję tam plany i podsumowania, coś do czego wracać będę cyklicznie, by się z tego przed samym sobą rozliczyć.
Podsumowanie
Według mnie dziennik to bardzo fajne narzędzie do budowania wspomnień, samorozwoju i samoświadomości. Jeżeli któryś z tych argumentów do Ciebie przemawia – warto spróbować prowadzić taki dziennik i być w nim systematycznym. Jest to też fajne ćwiczenie na rozwój samodyscypliny.
